Doktor obejrzał skróconą szyjkę, a potem Pestka i uznał, że Mama powinna jeszcze wytrzymać z Pestkiem w środku.
Posiew zrobimy dopiero za tydzień – dodał – na moją odpowiedzialność!  A 13 lutego też chcę jeszcze panią zobaczyć.
Mama się zgodziła.
I porozmawiali o wydobyciu Pestka na świat, a Mama poczuła się nieco spokojniej.

W domu zalała herbatę sokiem malinowym i cytryną, i obejrzała uważnie zdjęcie Pestka oraz szyjki.
Zamyśliła się.
Potem zawołała Tatę i kazała mu iść na strych po stare łóżeczko Łusi.

Godzinę później delikatnie wytarła szczeble ściereczką.
Wygładziła dłonią fałdki na kołdrze z zebrami.
Powiesiła pojemniki i kosze.
Założyła niebieski przewijak ze słoniem.
Upięła ochraniacz i przybornik.

Kot bardzo się ucieszył i precyzyjnie mościł gniazdo w potencjalnym miejscu na Pestkowe nogi.

Ale nawet gdy nad zebrami zawisła piracka karuzela.
Nawet gdy pozytywka zaśpiewała cicho „Dobrej nocy i sza” – jak kiedyś śpiewała Łusi.
Nawet wtedy nie dotarło do Mamy, że to zaraz. Niedługo. Niebawem.

Że się staje.