Koła rodzinnego nie tworzy się cyrklem (S.J. Lec)

Istniało wiele różnic między światem Mamy i światem Ziomalka.

Po pierwsze, świat Ziomalka był ciemny jak futerko Kota, światem Mamy zaś rządziło światło. Światło od świtu do zmroku przypływało do niej z nieba, a wieczorami i nocą zamieniało się w lampę.

Po drugie, świat Mamy był duży i otwarty. Ziomal nie widział go nigdy, ale Mama często mu o nim opowiadała. Słowa Mamy napełniały jego głowę obrazami, a obrazów tych było tak dużo, że zdawały nie mieścić się w ziomalkowej główce, ciałku, a nawet mieszkanku. Kołysanie Brzucha, które przenosiło z łatwością w tyle miejsc, potwierdzało wyobrażenia Ziomala. Świat Mamy musiał być ogromny i nigdy się nie kończyć.
Świat Ziomala był za to malutki jak sam Ziomalek.

Po trzecie, świat Mamy tak wielki i otwarty, zdawał się być pozbawiony ciszy i przestrzeni. Wciąż przepełniały go przeróżne dźwięki i bliżej nieznane Ziomalkowi przedmioty. Czasem Ziomal zastanawiał się, jak to możliwe, że mieści się w nim Mama. Kolejny raz pojmował wtedy, że świat Mamy musi być naprawdę duży, skoro dla wszystkiego starczało w nim miejsca.
Świat Ziomalka był pusty i mieścił tylko Ziomalka.

Z czasem Ziomal odkrył, że świat Mamy coraz bardziej przenika do jego świata. Docierały do niego odgłosy, czasem dobiegało światło, a przez Brzuch czuł ciepło dotyku. Dłonie Mamy towarzyszyły Ziomalkowi od początku, później doszło ciepło Kota i ręka Taty.
Nie skończyło się jednak na tym. Pewnego dnia zjawiły się Obce Łapy.

Obca Łapa lądowała nagle na mieszkanku Ziomalka, zwykle bez ostrzeżenia, czasem po uprzednim nieznanym dźwięku. Ziomal nieruchomiał i ostrożnie nadstawiał uszu. Obce Łapy nie zawsze były takie same, Ziomal szybko nauczył się je klasyfikować. Były łapy małe i duże, łapy chłodne jak nos kota i rozgrzane jak kubek z herbatą, były łapy ciężkie i delikatne. Niektóre przylegały do ścianek Brzucha łagodnie, inne nieprzyjemnie go naciskały.

Jednocześnie z dotykiem Obcej Łapy zjawiał się Obcy Głos. Skrzekliwy albo buczący, donośny lub cichutki, spokojny bądź podniecony. Zawsze jednak obcy.

Ho, ho, ho – mówił Obcy Głos – a właśnie, że się nie rusza!
Albo
Nie kopie wcale! On zawsze tak?
Albo
Spokojny jakiś taki..
Albo
Może się wstydzi?

Ziomal nie był wcale spokojny, nie czuł też wstydu. Nie kopał, bo nie chciał.
Nie lubił Obcych Łap i bezbłędnie odróżniał je od dłoni Mamy.

Mama się dziwiła. Gdy tylko ona przykładała rękę do Brzucha, Ziomal kopał zachęcająco i radośnie.
Gdy na Brzuchu wykwitał dotyk Innych, Ziomal zamieniał się w słup soli i nie poruszał nawet palcem.

Ziomal miał w sobie głęboki szacunek do Mamy.
I dobrze znał swoją rodzinę.
Do jego rodziny nie należały Obce Łapy. Jego rodzina składała się z Mamy, Taty i Kota.
To dla nich chował swoje wesołe podskoki, dla nich zostawiał najładniejsze bąbelki produkowane stópkami w basenie, dla nich wypinał mocno główkę i rączki przez Brzuch. Do nich machał podczas wizyt u Doktora.

W Mądrej Książce Mama przeczytała, że pierwsze oznaki przywiązania pojawiają się zwykle między szóstym a ósmym miesiącem życia dziecka.

Istniały tylko dwa tego wyjaśnienia.

Albo Mądra Książka nie była wcale mądra, albo Ziomal był wyjątkowy.

A że był wyjątkowy, to pewne.
Nie wierzycie? Zapytajcie Mamę…

Czuję, więc jesteś. Słyszę, więc jesteś. (J.)

Żyjesz, Ziomalku? – zapytała któregoś razu Mama, gdy leżeli sobie w trójkę w łóżku. Mama, Ziomal i Kot.

Był to spokojny czas, ulubiony czas Ziomala, który Mama nazywała wieczorem. Mieszkanko zostało już dobrze nasmarowane kremem na rozstępy, Ziomalek wesoło pływał w swoim basenie, a Mama wpatrywała się w odsłonięty Brzuch. Ziomal czuł na sobie jej wzrok. Kot leżał obok i wszystko mu zwisało, nawet ogon.
Kiedy zaczniesz się ruszać, co? – westchnęła Mama i położyła na Brzuchu swoją rękę.

Ziomal ze zdziwieniem przerwał pływanie i uniósł głowę. Nie zrozumiał. Jak to miał się ruszać? Przecież ruszał się cały czas, od początku, od dawna. Pływał, podskakiwał, stawał na głowie, fikał koziołki i kopał co sił w dwucentymetrowych stopach. Dlaczego Mama prosiła, by się ruszał, skoro to robił?
Może Mama nie wie, że jestem? – zmartwił się Ziomal. – Może mnie nie czuje?

Jestem, jestem! – próbował krzyknąć głośno, ale zgodnie z nauką płynącą ze wszystkich Mądrych Książek nie krzyknął, bo nie umiał. Twarz Ziomalka pokraśniała ze złości i bezsilności. I chociaż nie miał głosu, miał przynajmniej charakterek, zaczął więc kopać pełen gniewu w ściany swojego domu.

Mama zamilkła.

Przez moment do Ziomala nie dobiegał żaden dźwięk. W jego i Mamy świecie trwała cisza. Dziwna, niepokojąca. Chwilę potem jednak pościel zaszeleściła i Ziomal usłyszał stłumiony głos Mamy.
Ruszył się, naprawdę, czułam, widziałam – mówiła gdzieś w próżnię.

Ziomal zrozumiał, że poczuła i zaczął z radości fikać koziołki, a potem – ponieważ był już bardzo zmęczony ciężkim dniem – zasnął wtulony w swoje łóżeczko.

To znak – obudził go w pewnym momencie Inny Głos. – Jak dzwoniłaś, właśnie Lech wygrał z Legią. Piłkarz będzie!

Ziomal zamarł przestraszony. Nie rozumiał, co się dzieje. Nie wiedział, co to Legia ani Lech, nie wiedział, kto to piłkarz. Przede wszystkim jednak nie wiedział, co to za głos.

To nie był głos Mamy, to nie był znany mu dźwięk Mieszkańców dochodzący zza ścian domu. Nie były to też odgłosy, które objaśniała mu często Mama – dźwięki karetki, wiertarki Sąsiada Mamy, czy piosenka Kota. To był Inny Głos. Głos wydawał się Ziomalkowi trochę znajomy, ale nigdy nie słyszał go tak wyraźnie.

Nagle poczuł na ściance swojego domu ciepło dotyku. To była ręka, ale nie ręka Mamy.

Dalej, Ziomal, kopnij jeszcze raz – zachęcała Mama.

Ziomal trwał wystraszony w bezruchu. Kurczowo ściskał rączką sznurek windy i nasłuchiwał.
Nic z tego – powiedział Inny Głos – trudno, może następnym razem.
I ciepło dotyku Innej Ręki zniknęło z domu Ziomalka.

Tak właśnie Ziomal poznał Tatę.