Czuję, więc jesteś. Słyszę, więc jesteś. (J.)

Żyjesz, Ziomalku? – zapytała któregoś razu Mama, gdy leżeli sobie w trójkę w łóżku. Mama, Ziomal i Kot.

Był to spokojny czas, ulubiony czas Ziomala, który Mama nazywała wieczorem. Mieszkanko zostało już dobrze nasmarowane kremem na rozstępy, Ziomalek wesoło pływał w swoim basenie, a Mama wpatrywała się w odsłonięty Brzuch. Ziomal czuł na sobie jej wzrok. Kot leżał obok i wszystko mu zwisało, nawet ogon.
Kiedy zaczniesz się ruszać, co? – westchnęła Mama i położyła na Brzuchu swoją rękę.

Ziomal ze zdziwieniem przerwał pływanie i uniósł głowę. Nie zrozumiał. Jak to miał się ruszać? Przecież ruszał się cały czas, od początku, od dawna. Pływał, podskakiwał, stawał na głowie, fikał koziołki i kopał co sił w dwucentymetrowych stopach. Dlaczego Mama prosiła, by się ruszał, skoro to robił?
Może Mama nie wie, że jestem? – zmartwił się Ziomal. – Może mnie nie czuje?

Jestem, jestem! – próbował krzyknąć głośno, ale zgodnie z nauką płynącą ze wszystkich Mądrych Książek nie krzyknął, bo nie umiał. Twarz Ziomalka pokraśniała ze złości i bezsilności. I chociaż nie miał głosu, miał przynajmniej charakterek, zaczął więc kopać pełen gniewu w ściany swojego domu.

Mama zamilkła.

Przez moment do Ziomala nie dobiegał żaden dźwięk. W jego i Mamy świecie trwała cisza. Dziwna, niepokojąca. Chwilę potem jednak pościel zaszeleściła i Ziomal usłyszał stłumiony głos Mamy.
Ruszył się, naprawdę, czułam, widziałam – mówiła gdzieś w próżnię.

Ziomal zrozumiał, że poczuła i zaczął z radości fikać koziołki, a potem – ponieważ był już bardzo zmęczony ciężkim dniem – zasnął wtulony w swoje łóżeczko.

To znak – obudził go w pewnym momencie Inny Głos. – Jak dzwoniłaś, właśnie Lech wygrał z Legią. Piłkarz będzie!

Ziomal zamarł przestraszony. Nie rozumiał, co się dzieje. Nie wiedział, co to Legia ani Lech, nie wiedział, kto to piłkarz. Przede wszystkim jednak nie wiedział, co to za głos.

To nie był głos Mamy, to nie był znany mu dźwięk Mieszkańców dochodzący zza ścian domu. Nie były to też odgłosy, które objaśniała mu często Mama – dźwięki karetki, wiertarki Sąsiada Mamy, czy piosenka Kota. To był Inny Głos. Głos wydawał się Ziomalkowi trochę znajomy, ale nigdy nie słyszał go tak wyraźnie.

Nagle poczuł na ściance swojego domu ciepło dotyku. To była ręka, ale nie ręka Mamy.

Dalej, Ziomal, kopnij jeszcze raz – zachęcała Mama.

Ziomal trwał wystraszony w bezruchu. Kurczowo ściskał rączką sznurek windy i nasłuchiwał.
Nic z tego – powiedział Inny Głos – trudno, może następnym razem.
I ciepło dotyku Innej Ręki zniknęło z domu Ziomalka.

Tak właśnie Ziomal poznał Tatę.

Daj mi oczy, bym Ciebie widział (A. Seve)

Pewnego dnia Ziomalkowi wyrosły oczy.

Początkowo tylko były, tkwiły sobie zamknięte w twarzy Ziomalka, ale któregoś razu okazało się, że mogą mu się przydać.
Mógł dzięki nim patrzeć i obserwować wszystko wokół. Mógł teraz zobaczyć swoje mieszkanie.
Zauważył, że mimo mroku panującego w jego domku, woda w basenie ma barwę, winda, którą Mama podsyłała mu jedzenie, jest długa i kształtna, a ściany jego mieszkania mają czerwonawy kolor.
Czasem wystarczyło Ziomalkowi patrzenie na bąbelki wytwarzane ruchem rączek, które przepływały mu wolniutko przed oczami i śmiejąc się wołały do Ziomalka: „Bul bul”.
Bul bul – odpowiadał im radośnie Ziomal.
Dość szybko Ziomalek odkrył swoje ręce. Podniesione na wysokość źrenic ujawniły, że każda z nich zakończona jest małymi palcami. Paluszki były niezwykłe. Można było zwinąć je w piąstkę albo rozczapierzyć jak pióropusz.
Okazało się także, że Ziomal ma też nogi, na których końcu znajdują się stopy. Stopy nie były już dla Ziomala tak fascynujące jak dłonie, bo nie potrafił rozwijać ich palców. Można je było za to wkładać do buzi tak samo jak rączki, a w razie potrzeby kopać nimi w ściany domu.

Odkrycie wzroku było radosnym przeżyciem dla Ziomala, jednak uświadomiło mu coś jeszcze.
Dzięki oczom mógł widzieć palce, sznurek windy, Furtkę chroniącą szczelnie jego mieszkanie, nie mógł jednak widzieć tego, czego najbardziej pragnął.
Nie mógł zobaczyć Mamy.

To był straszny paradoks.

Mama była najbliżej.
Mama była zawsze.
Mama rozmawiała z nim, dotykała go, pukała do jego mieszkania.
Mamę słyszał i czuł.
Ale nie mógł jej zobaczyć.

Po co mi w takim razie oczy? – pomyślał zmartwiony Ziomal.

Mama myślała i czuła to samo. Od wielu już dni wiedziała, że Ziomalek zamieszkał w jej brzuchu. Słyszała jego bulgotanie, gdy pływał, czuła pukanie, gdy kołatał do jej świata. Wiedziała, że Ziomal jest cały czas, w niej, tak blisko, że bliżej już być nie mógł.
Ale nie mogła go zobaczyć.

Owszem, czasem Doktor pokazywał jej ciemny kształt na dużym ekranie albo dawał jej w prezencie biało-czarne zdjęcie, na którym widniał Ziomal, ale to Mamie nie wystarczało. Mama niewiele na tych zdjęciach widziała. Kręciła fotografią we wszystkie strony i zastanawiała się, gdzie jest głowa Ziomala a gdzie jego rączki. Próbowała sobie wyobrazić jak wygląda, jakie ma rysy twarzy, czy ma znamiona na pupci lub łokciu, czy jego włoski są jasne czy ciemne i nie znajdowała na te pytania odpowiedzi. Fotki od Doktora były dowodem na to, że Ziomal jest, ale serce i oczy Mamy pragnęły czegoś innego.

Tęsknię za Tobą, Ziomalku – mówiła wtedy Mama. A Ziomal czuł to samo.

Pewnego dnia tęsknoty Mama powiesiła w swoim świecie duży kalendarz i zaznaczyła czerwonym kółkiem czas, w którym miała ujrzeć Ziomala. Codziennie wieczorem brała do ręki czarny flamaster i skreślała jeden dzień. Odtąd każdy czarny krzyżyk w kalendarzu zbliżał ją do spotkania z Ziomalem.

Nie martw się – powiedziała do Brzucha – my się zobaczymy, naprawdę.

Ziomalek usłyszał.
Podniósł głowę i zrozumiał, ze Furtka w jego mieszaniu nie będzie zawsze zamknięta, że nie jest tylko ozdobą, ale drogą do innego życia.

Zrozumiał, że za Furtką mieszka Mama i kiedyś ją ujrzy.

Na razie postanowił jednak poczekać.

Dziwne, że zmysł dotyku jest nieskończenie mniej ceniony przez ludzi (…) a tworzy główną (…) więź między nami (W. Nabokow)

Ziomal nie rozróżniał dnia od nocy.

Do jego ciemnego mieszkania nie dochodziły ani promienie słońca, ani blask księżyca. Nie widział różnicy między światłem lampy i mrokiem otulonego zasłoną pokoju.
Ziomal nie wiedział co to dzień, co to wieczór, a co to noc. Nie znaczyło to jednak, że każda chwila w jego życiu była taka sama i przypadkowa. Ziomal nie nudził się i miał mnóstwo ważnych zajęć.
Pływał w basenie.
Pił wodę.
Czekał na głos Mamy.
Ssał paluszki.
Spał.
Jadł posiłki podsyłane przez Mamę.
Wsłuchiwał się w głosy Mieszkańców.
Stukał w ściany swego domu.
Siusiał.

Były też dwie chwile, które Ziomalek uwielbiał i na które czekał.

Jedną z nich było kołysanie.
Czasem Mama wychodziła na spacer i wtedy zaczynała bujać łóżeczkiem Ziomalka.
Ziomal mruczał, wtulał się w puchowe ściany domu i śnił.
To były dobre sny. Ziomal widział w sennych marzeniach dzień, w którym ujrzy wszystko, co go otacza. We śnie otwierał Furtkę i poznawał to, o czym opowiadała mu Mama i to, co słyszał przez ściany swego mieszkania. Widział Mieszkańców, czajnik, samochód, radio. Wyciągał rękę do Kota. Dotykał Mamy.

Ziomal kołysany spał spokojnie, a w jego głowie gromadziły się plany i marzenia, które miały się kiedyś spełnić.

Czasem Ziomal śnił o innych chwilach, które lubił i które zdarzały się codziennie.
Mama wtedy kładła się gdzieś w swoim świecie i przytulała swoje dłonie do Brzucha. Ziomalek nigdy nie czuł jej tak mocno i blisko. Mama gładziła ściany jego domu i mówiła do Ziomala. Pytała, co robi, jak się czuje i czy jest mu dobrze. Ziomal chciał jej odpowiedzieć, ale ponieważ nie potrafił, stukał radośnie w Brzuch. Wówczas słyszał cichutkie pyknięcie i ręce Mamy zaczynały wędrować po ścianach jego mieszkanka. Spacerowały spokojnie, powoli, zataczając koła. Ziomal czuł, że są wtedy tylko on i Mama, że nie ma nikogo więcej i było mu dobrze. Szybko przekręcał swoje ciałko i przytulał się plecami do dłoni Mamy. A potem wesoło podskakiwał, by czuła jak mu cudownie.
Spokojnie, Ziomalku –– mówiła wtedy Mama – to tylko krem. Na rozstępy. Twój domek będzie przez to ładniejszy.

Mama nie rozumiała, że Ziomal się nie bał tylko cieszył. Że było mu wszystko jedno jak wygląda jego dom ze strony, której nigdy nie oglądał.
Lubię jak mnie dotykasz – próbował jej wyjaśnić, ale nie wyszło mu jak zawsze.
Rozpędził się zatem i mocno uderzył główką w ścianę mieszkanka, tak że poczuł rękę Mamy.
Hej, Mały – usłyszał głos Mamy – nie szalej. To już wieczór. To już noc.

Ziomal nie wiedział, co to wieczór i co to noc, ale zrozumiał nagle, że to jakieś ważne momenty, których nie wolno tracić. Pojął też, że Mama chyba tego nie wie. Postanowił więc pomóc Mamie to zrozumieć i jak najczęściej stukać do niej w chwilach, które nazywała wieczorami i nocami.

I tak zrobił.
Bo Ziomal – jak Mama – zawsze dotrzymywał słowa.

Stworzyły nas geny (R. Dawkins)

„Niemal wszystkie poddane badaniu cechy psychiczne wykazują pewnie uwarunkowania genetyczne – szczególnie zdolności poznawcze takie jak ogólna inteligencja” – przeczytała pewnego dnia Mama Ziomala w Mądrej Książce. Książka nazywała się „Psychologia dziecka” i napisał ją Schaffer.

Ziomal od początku miał charakter Mamy, a z racji rozmiarów Ziomalka – charakterek.
Miał jej inteligencję i upór.
Jej złośliwość i obrażanie się na bliskich.
Jej troskę o innych.
Ziomal od początku miał charakter Mamy, tylko ona o tym nie wiedziała.

Pewnego dnia Ziomalek odkrył, że Mama się martwi. Martwi się o to, czy Ziomal jest na pewno, czy żyje, czy nie odszedł. Bardzo chciał jej pomóc, ale był za mały, by jej to powiedzieć, postanowił więc wysłać Mamie prezent.
Tym prezentem były Mdłości.

Któregoś dnia Mama obudziła się i pobiegła do łazienki. Trzymając się kurczowo zlewu, uśmiechnęła się. Wiedziała, że to wiadomość od Ziomalka. List od niego.
Odtąd listy przychodziły codziennie. Ziomal wysyłał je rano i wieczorem, pisał popołudniami i nocą. Mama obarczona nadmiarem prezentów położyła się do łóżka. Nie nadążała jednak czytać. Była zmęczona, rozdrażniona, bezsilna. Przestała jeść, chudła.
Hej, mam dość – powiedziała do brzucha któregoś popołudnia – daj odsapnąć!
Ziomal usłyszał.
Mądre książki, które czytała Mama, twierdziły uparcie, że nie mógł usłyszeć, ale on usłyszał. I obraził się.
Tego samego wieczoru nie wysłał Mamie listu. Dostała za to inną przesyłkę – brunatne plamy na bieliźnie.

Ta noc była straszna dla Mamy. Leżała w łóżku i płakała. Zadzwoniła do znajomych, przyjaciół, do Doktora. Doktor kazał leżeć i przyjechać następnego dnia.
Mama leżała i prosiła Ziomalka, by się odezwał, by napisał, ale on milczał obrażony, a jedyne co posyłał to nowe brunatne plamki.
Mama nie mogła spać, nie mogła się modlić, mogła tylko czekać na spotkanie z Doktorem.
Poszła bez nadziei, przekonana, że Ziomal ją opuścił. Ziomal nigdy nie zapomni widoku Mamy w poczekalni Doktora, gdy przez półtorej godziny przerzuciła setki stron czasopism i nie zapamiętała z nich żadnej literki.

Ziomal żył, ale siedział cichutko.
Zdradził go dopiero Doktor, pokazując go Mamie na dużym ekranie, zdradziło go tez serce, które choć obrażone biło mocno dla Mamy.
Ziomal chciał dokuczyć Mamie, ale nie potrafił ukryć, że ją kocha.

To był ważny dzień dla Mamy i Ziomalka.

Mama nigdy już nie narzekała nawet na nawał listów od Ziomala, zrozumiała też, że on zrobił to dla niej, by czuła, ze istnieje.

Ziomalek zrozumiał, że Mama pojęła jego lekcję i znów zaczął wysyłać jej wiadomości. Pisał do niej regularnie przez szesnaście tygodni. Potem uznał, że wystarczy.

Odkrył też, że lubi, gdy Mama go ogląda i pozwalał jej to robić często. Chodzili razem z Mamą do Doktora, który pokazywał mamie Ziomala na ekranie a potem drukował jego piękną fotografię.

Mama ma teraz wiele takich czarno-białych portretów Ziomalka. Wpatruje się w nie czasem by przypomnieć sobie, ze Ziomal ma jej charakterek.
Ma jej inteligencję i upór.
Jej złośliwość i obrażanie się na bliskich.
Jej troskę o innych.

Że jest „uwarunkowany genetycznie” i nie da się tego zmienić.