JAK KICIA KOCIA URATOWAŁA FRANKA

 

Wierzę w czytanie. Trudno, by było inaczej – jestem nauczycielem, jestem polonistką.

Wierzę też w to, że dziecko uczy się poprzez przykład rodziców. Zatem o zdrowe odżywianie oraz czytanie moich dzieci byłam spokojna.

A tu niespodzianka.

A nawet dwie niepsodzianki

Pierwsza to Łucja jakże daleka od zdrowego odżywiania.

Druga to Franek zupełnie niezainteresowany czytaniem.

 

O odżywianiu Łucji już było i nie dziś o tym.

 

Dziś o czytelniku Franku.

Niestety Franek poza krótkim niemowlęcym epizodem czytelniczym z ulicą Czereśniową (trudno w sumie mówić tam o czytaniu, bo książka nie ma słów) nie był przez całe swoje 3,5 roku życia w ogóle zainteresowany żadną lekturą.

W jego wieku Łucja „zaczytywała” się w książkach – kupowaliśmy Pana Kuleczkę, Janoscha i dziesiątki wspaniałych szwedzkich pozycji.

Franek NIC.

 

Ale nagle – zupełnie przypadkowo – wyciągnęłam odłożoną na półkę Kicię Kocię i ruszyło!

Od tej pory kupiliśmy już kilkanaście części i czytamy codziennie!

Franek zabiera WSZYSTKIE części na WSZYSTKIE wyjazdy.

20171118_074134

A ostatnio zaczął sam „czytać”.

Polecam, bo może i u Was się sprawdzi!