Mam otwarte na oścież okno.

Za nim ciemność i ulewny letni deszcz.

Bije przyjemnie chłodem w nieokryte nogi.

Oglądam Most nad Sundem.

Będę oglądać do rana,

Obok mnie – wtulony płonącym nosem w moje ramię.

Gorączkuje – z bliżej nieznanego powodu – Franek.

 

Powinnam napisać:

Znowu coś.

Dopiero rozpoczęłam wakacje.

Jak sobie człowiek coś zaplanuje, to dupa.

Z dziećmi tak zawsze.

W niedzielę mam być chrzestną, musiało akurat teraz?

 

Ale krople biją pięknie i miarowo.

Wiatr omiata mi nogi chłodnym wachlarzem.

Zapach deszczu miesza się z zapachem syna.

 

Przepełnia mnie jakieś niepojęte szczęście.