Wyjechali.

 

Mama obejrzała film w nocy.

Nic nadzwyczajnego. Robi to często.

 

Ale potem mogła wstać o 8.30.

Moczyć się w wannie do dziewiątej, pijąc wodę z cytryną.

Zmyć olej z włosów.

Posmarować kanapkę awokado. Otulić łososiem.

Spokojnie przynieść z ogródka rukolę. Dymkę do pomidora. Miętę i melisę na herbatę.

Ugotować krem ze szparagów.

Dodać komosy. Bo białko.

Posprzątać garderobę.

I tak zwaną butlarnię.

Potem książki. Kuchnię. Łazienkę.

Obejrzeć „Przerwaną lekcję muzyki”.

Odcinek nowej „Ani z Zielonego Wzgórza”.

Potem jeszcze pięć.

Chodzić przez cały dzień w dresie.

 

A o dziewiętnastej przykryć się kołdrą.

Nalać wina.

Czytać „Odżywianie dla zdrowia”.

I  - choć ukradkiem zerkając w ekran telefonu, bo może piszą – odpoczywać.