To już ten czas.

 

Nieduże stopy uderzają o połamane podwórkowe płytki.

Pachnie zupą kalafiorową i udawanym boczkiem z kokosa.

Świeżym ananasem i truskawkami z Lidla.

 

Drzwi na taras są otwarte.

Kręcą się w nich koty, dzieci własne i dzieci cudze.

 

Z podwórka słychać głosy.

Spokojne i śpiewne. Czasem kłótliwe.

W piaskownicy przybywa babek posypywanych różowym pudrem z kredy.

 

Z okna widać szybko biegające nóżki.

Rozjaśnione oczy.

Nagie rączki w niebieskich koszulkach.

 

Trzeba wtedy wrzucać dużo mrożonych jagód do blendera.

Dojrzałe banany. Supermarketowy kefir.

Mieszać głośno i nalewać do szklanek.

Patrzeć jak znika.

 

To już ten czas.

 

Czas wybierania między bratkami żółtymi a fioletowymi.

Całusów w słońcu.

Czekania na jaskółki.