To nigdy nie będzie tak naprawdę blog dzieciowy – czy jak go tam się zwie – parentingowy.

Zawsze to będzie jednak gorzki blog o niepłodności.

 

Nieważne, że Mama ma dwoje dzieci.

 

To zostaje i tkwi, i nigdy nie odchodzi.

Owszem, zasypia na chwilę, czasem.

 

Ale ćpun zawsze ćpun.

 

Choroba to choroba.

Wystarczy chwila, wraca.

 

Nawet nie to, że brzuchy w Ikei.

Nawet nie to, że jakieś złe myśli i łkanie poduszkę.

Nie, nie.

 

Dużo jest radości.

Są jasne oczy Franka. Jasne włosy Łusi.

Dmuchany basen na dworze.

Pieluchy w śmietniku.

Bajka.

 

Ale też jest to słodko-gorzkie uczucie, gdy się dowiadujesz.

O Trzecim.

 

Co trzeba zrobić głowie i w głowie, by się poprzestawiało?

Mama bardzo chce.

Tylko chyba się już nie przestawi.

 

Mama bardziej już nawet chce nie chcieć niż chce. Naprawdę.

 

Czasem są takie spotkania.

Bardzo miłe.

 

Siedzisz przy stole. Grill.

Faceci w domu oglądają mecz.

Kobiety na dworze rozmawiają o dzieciach.

Dzieci biegają.

Klasyka gatunku.

 

To dobre spotkanie.

Takie bezpieczne towarzystwo, dzieci dużo, średnia wieku 35 plus, niczego się nie spodziewasz, pełnia spokoju.

Lejesz wino.

I wtedy ona odmawia z błyskiem w oku.

 

Znasz ten błysk.

Nie da się pomylić.

 

Widziałaś ten brzuszek, tak, widziałaś wcześniej.

Tylko,że taki brzuszek masz i ty – po bananach, batatach, etcetera  – po prostu masz.

Ale u ciebie powodem nie jest trzynasty tydzień ciąży.

U niej jednak jest.

 

I już nawet nie o ciążę chodzi.

 

Ale nagle słyszysz (nie pytałaś), że tak bardzo pragnęła.

Tak strasznie jak nigdy.

Że nie dałaby rady, gdyby to się nie stało.

Że mąż nie chciał, ale powiedziała, że nie czułaby się nigdy spełniona.

Że przecież już jest taka stara (3 lata młodsza od ciebie).

Że wreszcie teraz jest szczęśliwa.

 

Najprzedziwniejsza jest ta mieszanina.

Nawet nie radości – Mama nie umiałaby oszukać, to nie radość.

Ale oprócz żalu, smutku i zajebiście chamskiej zazdrości czuje Normalnie Prawdziwe Zrozumienie.

Bo też to czuła, pragnęła, chciała.

Też czuła się niespełniona, tak absurdalnie głupio z dziećmi u boku.

 

Najprzedziwniejsza jest ta mieszanina.

Że zazdrościsz, wkurzasz na niesprawiedliwość (poczęcie w pierwszy, cyklu- ludzie!- odrobinę sprawiedliwości, moich siedem zapłodnionych zarodków nie chciało się przyjąć!).

A potem pocieszasz w związku krwiakiem.

Biegniesz do domu po detektor tętna.

Przedziwnie współodczuwasz.

 

I tak naprawdę nie wiesz nic o sobie, poza tym, że nic cię nie zmienia.

Żaden ból.

Żadna radość.

Żadne dziecko.

 

Ćpun zawsze ćpun.

 

To zawsze będzie blog o niepłodności.

Przygaśnie to pewnie kiedyś, wiem.

Ale będzie wracać.

 

Jestem niepłodna, nigdy nie będę normalna.