Jest noc.

Jestem sama.

 

Nie – tak naprawdę nie sama.

Za ścianą śpi córka. W pokoju obok – syn.

 

Znalazłam fajki z sylwestra 2012/13.

Palę.

Pierwszy raz od dawna.

 

Siedzę na parapecie. Widzę cienie budynków i drzew.

Coś szumi. Może coś za oknem, może szum z płyty dla uspokojenia Franka. Nie wiem.

 

Spokój od fajki zaczyna się od twarzy. Potem przechodzi w dół. Szyja. Klatka. Ręce.

Błogosławione odrętwienie.

 

W głowie tylko jedna myśl. Nie moja. Wyczytana w książce Dagmary.

 

Boże – dziękuję Ci za in vitro.