Archiwum dla Lipiec, 2012

SAM_0692

Kiedy umrę, kochanie… (H.Poświatowska) [Ewie]

Pewnego popołudnia Mama zaopatrzona w klej i nożyczki wyjęła album Łusi, którego nie uzupełniała od roku, bo nie miała kiedy. 450 odbitek z Rossmanna czekało w dużej białej kopercie.

Łusia zostawiła kucyki, kolorowankę i usiadła obok Mamy.
Z koperty wysypały się barwne obrazki a wraz z nimi wspomnienia.

Wakacje nad morzem. Łusia w różowej sukience z łopatką w dłoni.
Bałwan ulepiony przed domem z szarobiałego śniegu.
Zielona choinka przy oknie.
Pałac zbudowany z piasku.
Prezenty od dziadków sfotografowane z równym rządku.
Dzieci skaczące na trampolinie.
Kilkanaście ujęć Tygrysa. Tygrys z przodu. Tygrys z prawej. Tygrys z lewej.
Ostatnie październikowe porzeczki, które nie wiedzieć czemu przetrwały.
Ciocia w niebieskiej chustce na głowie na urodzinach Łusi.

To chyba ostatnie zdjęcie Cioci. Umarła w listopadzie.

Mama i Łusia wiele razy przed tym listopadem rozmawiały o śmierci.

Mama próbowała sobie przypomnieć, kiedy ona sama dowiedziała się, że wszystko co żywe kiedyś umiera. Nie pamiętała. Doszła do wniosku, że tego uczymy się krok po kroku każdego dnia. Że pojmujemy powoli, iż to, co uznajemy za trwałość tego świata, jest nietrwałością.
Że znika to, co kochamy.

Chciała to wyjaśnić Łusi i próbowała, ale miała wrażenie, że nie sprawdza się w ogóle jako nauczyciel.

W październiku Mama kupiła Łusi książkę o śwince morskiej, która umiera ze starości i zmęczona żegna się z życiem. Przeczytały ją któregoś wieczoru. Książka odpowiedziała na wiele pytań, niektóre jednak pozostawiła bez odpowiedzi.

Dlaczego odchodzą ci, którzy mają w sobie dużo życia?

Dlaczego zabiera się komuś mamę albo komuś dziecko?

Dlaczego widać, jak czyjś blask oczu gaśnie z dnia na dzień?

Mama zatrzymała się na ostatnim pytaniu. Bardzo chciała to nazwać tak, jak każe psychologia – pogodzeniem, ale wiedziała, że nie ma to nic wspólnego ze zgodą. Rezygnacja wydała jej się lepszym słowem – jednak to słowo zataiła przed Łusią.

Mama nie była pewna, czy książka przydała się Łusi, choć z pewnością zaszły pewne zmiany. Łusia przestała mówić o tym, że mrówka jest „zepsuta”, bardziej też martwiła się o koty leżące płasko przy drodze.

Gdy Ciocia umarła, Łusia namalowała dla niej obrazek, który Wujek włożył do trumny.
Mama powiedziała, że Ciocia zabrała go ze sobą w podróż.

Gdy u m a r n i e m y – powiedziała Łusia do Mamy – chciałabym, żebyśmy leżały blisko siebie w grobie.

To niezwykłe, że nawet o śmierci można mówić językiem miłości.

IMG_0500

Nowy dom

Ziomalkowy świat narodził się na Bocianie.

Każde dziecko jednak musi kiedyś opuścić swój dom. I wiele rodzin nierzadko się przeprowadza.

Opuściliśmy z Ziomalkiem nasze stare mieszkanie i zamieszkaliśmy w nowym.
Ciężko nam było opuszczać to miejsce, i choć Mama świetnie wiedziała, że ta chwila kiedyś nadejdzie, starała się ją odwlec…

Nasz nowy dom jest obcy. Naprawdę. Mama nawet nie wie, ila ma pomieszczeń i do czego służą. Usiłuje go polubić. Na razie nie lubi.
Póki co jesteśmy sami i przenosimy powolutku ukochane meble i pamiątki z Bociana. Układamy starannie w kartonach prezenty i listy od przyjaciół. Zbieraliśmy je pięć lat, więc trochę to potrwa.

Właśnie skończyliśmy. Siedzimy w nowym mieszkaniu i patrzmy na kartony wokół.

Dziwnie. Pusto. Obco.

Może wpadniecie?

Prowadzimy – jak zawsze – dom otwarty. Jeśli nas znacie, prosimy, przyjdźcie do nas. Brakuje nam rozmów w Wami.

Jeśli nigdy nas nie poznaliście, może to stanie się dobrą okazję, by o nas poczytać? Zapraszamy, rozgoście się.

Zapraszamy do naszego świata.

 

Mama i Ziomalek